Sposób na niejadka

0
614

Co zrobić, gdy dziecko nie chce jeść?

Blogi i portale parentingowe obfitują we wpisy dotyczące żywienia dzieci. Wśród nich przeważają te poruszające kwestie braku apetytu u najmłodszych. Czy rzeczywiście jest się czym martwić? Jeśli tak, to kiedy powinniśmy zacząć się niepokoić? Jak zachęcić dziecko do regularnego spożywania posiłków? I w końcu, jak sprawić, żeby to, co trafia do małego brzuszka było zdrowe i pożywne?

Czy dieta dziecka skomponowana jest prawidłowo?

Wśród podstawowych błędów w żywieniu dzieci najczęściej wymienia się dietę obfitującą w słodycze i tłuste przekąski, a całkowicie pozbawioną warzyw i owoców. Dieta ta oparta jest na tzw. przegryzkach – brakuje w niej zbilansowanych posiłków, serwowanych o regularnych porach.

Często, aby dziecko zjadło „cokolwiek” zastępujemy urozmaicone dania słodkimi „zapychaczami” (serki homogenizowane, słodkie jogurciki, drożdżówki). Równie często, zupełnie bezwiednie, podsuwamy mu takie przegryzki jako dodatkowy bonus do spaceru lub nagrodę. Jak dziecko, które właśnie zjadło opakowanie żelków lub gum rozpuszczalnych może mieć ochotę na obiad? Musimy dbać o to, żeby słodkie przekąski, jeśli się pojawiają, były serwowane w odpowiednim odstępie czasowym od głównego posiłku. Tutaj warto również edukować osoby z zewnątrz, które wręczają naszym pociechom słodycze, że to, co robią wcale nie jest dla dzieci dobre (zwłaszcza jeśli robią to tuż przed obiadem…).

Warto się postarać i w równie atrakcyjny sposób „przemycać” dziecku zdrowe produkty. Naleśniczki z mąki orkiszowej, placuszki ze słodkich batatów, frytki z marchewki, klopsiki z brokuła, brownie z buraków, ciasto marchewkowe… inspiracji na ciekawe dania dla dzieci jest wiele.

Czy w diecie dziecka znajdują się wszystkie składniki, których potrzebuje?

Kolejnym z błędów, często popełnianym przez rodziców (oczywiście w dobrej wierze), jest karmienie dziecka ciągle tymi samymi „pewniakami”. Przeważnie jest to rosół, naleśniki, pizza, frytki i nuggetsy 😉

Pozwólmy dzieciom smakować, eksperymentować, poznawać. Będąc w restauracji nie zaglądajmy od razu do przewidywalnego „,menu dla dzieci”. Dajmy im szansę poznać nowe smaki i przekonać się do nich. Jeśli obawiamy się, że dziecku zamówiony posiłek nie zasmakuje, podzielmy się naszym daniem, zawsze będzie jeszcze szansa na domówienie alternatywy.

Również w domu – przede wszystkim próbujmy. Zachęcajmy je: „Spróbuj, jeśli nie będzie Ci smakowało, nie musisz jeść.” Ponadto, upodobania kulinarne, mogą się zmienić. To, co nie smakowało naszemu dziecku wczoraj, może być ulubionym rarytasem jutro. Maluchy potrzebują czasem nawet kilkunastu podejść, aby polubić jakiś produkt.

Zaprośmy dziecko do wspólnego gotowania – dużo większą frajdę sprawi mu zjedzenie posiłku, w którego przygotowaniu uczestniczyło. Ponadto, wspólne gotowanie to szansa na poznawanie nowych składników. Przeglądajmy wspólnie książki kucharskie, szukajmy inspiracji, rozmawiajmy o potrawach.

I nie nazywaj dziecka niejadkiem… bo jeszcze w to uwierzy ☺

Czy jesteśmy w stanie kontrolować to, co je nasze dziecko?

Często starsze dzieci, zwłaszcza poza domem, sięgają po szybkie „zapychacze” – szczególnie wówczas gdy w miejsce pełnowartościowego posiłku wręczymy im kieszonkowe. Z rozwiązaniem może przyjść np. catering dietetyczny – to nie tylko wygodne rozwiązanie (posiłki dostarczane są z samego rana pod wskazany adres), lecz również pewność, że Twoje dziecko odżywia się prawidłowo. A codziennie inne menu, pozwoli mu poznać nowe smaki.

Jak sprawić, żeby obiad stał się jeszcze bardziej atrakcyjny?

Jednym ze sposobów na uatrakcyjnienie posiłków proponowanych dzieciom jest ich nazywanie. Nie bez powodu w restauracyjnym menu dla dzieci goszczą takie dania jak zupa shreka, pizza pirata, czy szaszłyki Piotrusia Pana. Przy wymyślaniu nazw warto opierać się na ulubionych bohaterach z bajek, ale równie ciekawe będą zupełnie abstrakcyjne określenia tworzone razem z dziećmi.

Inną formą jest tworzenie na talerzu dziecka małych dzieł sztuki. Z perspektywy dziecka, to co wygląda atrakcyjnie, na pewno dobrze smakuje! Graj kolorami, wykorzystuj kształty produktów. Przecież pomidorki przekrojone na pół to mogą być małe muchomorki lub biedroneczki, a w jajko ugotowane na twardo wystarczy wbić kilka łodyżek szczypiorku i mamy jeża!

Świetnym rozwiązaniem na „przemycenie” dzieciom warzyw i owoców są również świeżo wyciskane soki. Do tego chwytliwa nazwa (np. sok z gumijagód, eliksir księżniczki, czy paliwo Zygzaka), fikuśna słomka i mamy gwarancję, że dziecko z zadowoleniem wypije koktajl do dna.

Nie ograniczajmy się jednak wyłącznie do przygotowywania soków z samych owoców, warto aby znalazły się w nich również warzywa. Soki warzywne lub warzywno-owocowe mają mniej cukrów prostych, przez co ich indeks glikemiczny jest zdecydowanie niższy niż w przypadku soków z samych owoców – mówi dietetyk Body Chief Martyna Topolińska – Pamiętajmy jednak, iż soki, mają zdecydowanie mniej błonnika niż świeże warzywa i owoce, warto więc po nie sięgać nie częściej niż 2-3 razy w tygodniu – dodaje.

A może trochę ruchu?

Jak się dziecko zdrowo wyhasa… to zgłodnieje 😉 Wszystkie formy aktywności fizycznej (basen, piłka, bieganie…) powodują, że dzieci szybko zużywają energię i… głodnieją! Zadbaj o zdrową kondycję swojego dziecka, dużą dawkę ruchu (zwłaszcza na świeżym powietrzu), a jego apetyt wzrośnie.

Czy na pewno dziecko je mało?

To pytanie zasadniczo powinniśmy zadać sobie na samym początku. Organizm dziecka jest jeszcze mały, jego potrzeby energetyczne również. Nie warto zmuszać dzieci do jedzenia, jeżeli nie mają na to ochoty i nie idą za tym poważne problemy, takie jak niedowaga, zaburzenia rozwoju, niedobory witamin i składników mineralnych (ogólny stan zdrowia dziecka łatwo sprawdzić, wykonując chociażby morfologię).

Najgorszą praktyką jest komunikowanie dziecku, że jeśli nie zje to nie będzie mogło się bawić, czy po prostu odejść od stołu. Nie bądź tyranem pustego talerza! Takie wmuszanie na siłę, naprawdę może trwale zniechęcić dziecko do jedzenia. Częstą praktyką jest również obietnica deseru, w zamian za zjedzenie głównego posiłku. To z kolei najlepsza droga do zaburzeń odżywiania.

Wbrew pozorom dzieci są w stanie same regulować to, ile jedzenia jest im potrzebne. Co więcej, notorycznie przekarmiane dziecko, które zjada więcej niż potrzebuje (i niż jest w stanie spalić), to w późniejszym okresie otyły nastolatek i dorosły.

Idealnie pasuje tutaj powiedzenie: „Jeszcze nikt z głodu nie umarł nad miską pełną zupy”…

A idąc dalej, często im mniej szumu wokół czegoś robimy, tym większy przynosi to efekt. Dziecko nie chce jeść? Nie stawiaj przed nim talerza. Przekonasz się, że jak inni domownicy zaczną jeść, dziecko samo upomni się o posiłek…

Martyna Topolińska
Dietetyk Body Chief
http://www.bodychief.pl